Henry jeszcze się nie wyprowadził. Ale on zawsze miał swoje tempo. Na wszystko czas . Włącznie ze mną. Myślał, że ma czas na poprawę relacji. Gdy proponowałam wizytę u terapeuty par, mówił, że sami sobie poradzimy. Pytałam jak? Mówiłam, że na podstawie tego, co dzieje się w mojej szufladzie, w której przechowuję emocje związane z naszą relacją, wiem, że sami sobie nie poradzimy. Dużo skopała we mnie samotna walka o Arturka - to czekanie na odpowiedź czasu co z jego sprawnością, zdrowiem. Mimo że wszystko skończyło się dobrze, to coś we mnie zostało. Mówiłam "zaufaj, nie naprawimy tego bez wsparcia". Kazał mi iść samej w takim razie. Poszłam. Sama. Tam dowiedziałam się, że mam wysoką samoświadomość, że doskonale rozumiem mechanizmy, że wiem co i jak. I że mogę spróbować sama pracować nad tym wszystkim. Bo są dzieci. Bo dla dzieci nasze rozstanie to będzie tragedia. Mogę spróbować, ale nie muszę. Stwierdziłam, że powinnam. Bo są dzieci, a on dla dzieci jest super. A on potem s...