Posty

Wyświetlanie postów z listopad, 2021

17 listopada

Pragnę móc kochać tak swobodnie, szczęśliwie i z wzajemnością. Nie chcę by to był byle kto, nikt pierwszy-lepszy... Chcę by pojawił się ten jedyny, ale nie musi być wyjątkowy. Musi być tylko mój, całym sercem... I musi być dobry. Taki, jak ten, który wraca w snach od lat...

...

Siedzisz tak blisko aż czuję na skórze, co mówi Twój wzrok. Wędrujesz nim niedyskretnie, a ja udaję przed sobą, że tego nie widzę. Gdzieś pomiędzy Twoim spojrzeniem a moim wdechem zastygła ta chwila. niedopowiedziana. Rzuć ten moment na podłogę ...rzuć razem z moją sukienką. Nie potrzebujemy już jej, by się wymienić sobą. Chwyć moją dłoń i zatańcz ze mną w rytm swoich myśli. Łapię powietrze i ucieka spłoszony mój wzrok. Siedzimy tak blisko, a  czas mija zasypany rzeczywistością...

Miał swój czas

 Henry jeszcze się nie wyprowadził. Ale on zawsze miał swoje tempo. Na wszystko czas . Włącznie ze mną. Myślał, że ma czas na poprawę relacji. Gdy proponowałam wizytę u terapeuty par, mówił, że sami sobie poradzimy. Pytałam jak? Mówiłam, że na podstawie tego, co dzieje się w mojej szufladzie, w której przechowuję emocje związane z naszą relacją, wiem, że sami sobie nie poradzimy. Dużo skopała we mnie samotna walka o Arturka - to czekanie na odpowiedź czasu co z jego sprawnością, zdrowiem. Mimo że wszystko skończyło się dobrze, to coś we mnie zostało. Mówiłam "zaufaj, nie naprawimy tego bez wsparcia". Kazał mi iść samej w takim razie. Poszłam. Sama. Tam dowiedziałam się, że mam wysoką samoświadomość, że doskonale rozumiem mechanizmy, że wiem co i jak. I że mogę spróbować sama pracować nad tym wszystkim. Bo są dzieci. Bo dla dzieci nasze rozstanie to będzie tragedia. Mogę spróbować, ale nie muszę. Stwierdziłam, że powinnam. Bo są dzieci, a on dla dzieci jest super. A on potem s...

Ja

 Jestem dorosła. Jestem samotna wewnętrznie i bardzo brak mi jakiejś spójności, jedności przede wszystkim z samą sobą. Ostatnie lata uciekałam od samej siebie, od swoich potrzeb, swoich uczuć. Wyszłam właśnie naprzeciw siebie, bo zobaczyłam, że potrzebuję żyć i staram się to robić. 2 miesiące temu oznajmiłam mężowi, że chcę się rozstać. Byliśmy razem ponad 11 lat, ale to nie były lata wzajemnej, pełnej miłości, a czas mojego łapania radości z jakiegokolwiek kontaktu z Henrym. Henry mnie kochał, nawet bardzo, ale nie okazywał mi tego, bym nie poczuła się za pewnie. I bo nie potrafił. Byłam jego bezpiecznikiem, oazą, strażniczką, powierniczką. Wszystkim. Ale na jego zasadach. Jednostronnie. Za dużo we mnie spokoju, za silnie trzepoczą mi skrzydła, bym dalej dała się trzymać w tej klatce. No i nie chcę już nigdy więcej siedzieć z przygotowanym na wyświetlaczu telefonu do wybrania 112... Cofam się w czasie i zastanawiam się jakim cudem w to weszłam. Tamto lato bardzo nam sprzyjało. Jem...