Miał swój czas

 Henry jeszcze się nie wyprowadził. Ale on zawsze miał swoje tempo. Na wszystko czas. Włącznie ze mną. Myślał, że ma czas na poprawę relacji. Gdy proponowałam wizytę u terapeuty par, mówił, że sami sobie poradzimy. Pytałam jak? Mówiłam, że na podstawie tego, co dzieje się w mojej szufladzie, w której przechowuję emocje związane z naszą relacją, wiem, że sami sobie nie poradzimy. Dużo skopała we mnie samotna walka o Arturka - to czekanie na odpowiedź czasu co z jego sprawnością, zdrowiem. Mimo że wszystko skończyło się dobrze, to coś we mnie zostało. Mówiłam "zaufaj, nie naprawimy tego bez wsparcia". Kazał mi iść samej w takim razie. Poszłam. Sama. Tam dowiedziałam się, że mam wysoką samoświadomość, że doskonale rozumiem mechanizmy, że wiem co i jak. I że mogę spróbować sama pracować nad tym wszystkim. Bo są dzieci. Bo dla dzieci nasze rozstanie to będzie tragedia. Mogę spróbować, ale nie muszę. Stwierdziłam, że powinnam. Bo są dzieci, a on dla dzieci jest super. A on potem stwierdził, że w sumie wyjeżdża w Polskę, bo ma świetną ofertę i tyle przejmował się dziećmi...

A co do oferty mówiłam "nie bierz jej. Nie wypali, zaufaj mi". Nie zaufał, nie wypaliło. Potem dostał kolejną i przyszedł do mnie "no masz tę intuicję. Powiedz którą ofertę byś wzięła? A czy B?". Powiedziałam: "Henry, bierz A. Ja nie strzelam. Bierz A". Wziął ofertę B. Oczywiście nie wypaliło. Ktoś inny wziął A - ale potem H. żałował, oj bardzo.

"No, masz tę intuicję." Tak, człowieku... Gdybyś, Henry, wiedział, że miałam od początku... Gdy zostawiłeś mi swój numer telefonu, to wiedziałam, że zrobisz wszystko, by mnie mieć na zawsze. Nie musiałeś. Za bardzo wszystko nam sprzyjało. Pozwoliłeś mi być sobą. Wtedy i tylko wtedy. A potem dawałeś sygnały, które odsuwałam od siebie. Nie chciałam ich widzieć, były subtelne. Do dnia, gdy byłam już pięknie zaklepana. Ze wspólną umową kredytową, na nowym mieszkaniu, w ciąży, parę dni przed ślubem. Tu już nie było subtelnie i pierwszy raz się bałam. Tak jakby jestem wrażliwa. I nie zamierzam dzielić się swoją wrażliwością z nikim. Płaczę. Ale nie przy innych.

Henry zawsze miał czas. Poprosiłam, by ogarnął temat zakupu linki od sprężyny odpowiadającej za mechanizm zamykania drzwi od zmywarki. Miał czas. Przypominałam co parę miesięcy. Po roku kupiłam sama i sama zamontowałam. I wymieniłam też zlew, baterie łazienkowe, naprawiłam 2 rozwalone przez niego zamki od drzwi. Ma czas. Nie mam pojęcia kiedy się wyprowadzi. Ale jesteśmy aktualnie w poprawnych relacjach. Nawet croissanta mi zapiekł parę dni temu, ale w ramach trzymania dystansu odmówiłam. Czekoladę kupił... Pytał z TkMaxxa czy kupić mi odżywkę z mojej ulubionej, niedostępnej w Polsce marki. Ale twierdzi, że niedługo już ogarnie sprawę..

Jestem po paru rozmowach z prawniczką. Mówiła, że pozew rozwodowy mam złożyć dopiero po jakimś czasie od zamieszkania osobno. I nie ufać.





Komentarze

Popularne posty z tego bloga

...

Ja